ale jeszcze ta jedna notka. Długo mnie nie było, zatem jak prawie każdy bloger - krótkie wspomnienia :)
Poznałem kilka fajnych osób, otrząsnąłem się po nieudanej próbie bycia z kimś.
Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że niestety prawdą jest, że człowiek, zawsze będzie się uczył czegoś nowego. To, że zawiodłem się na kimś, to przecież nic nowego - takie jest życie. Bardziej byłem rozczarowany niż zawiedziony zresztą :) Ale o tym przekonałem się, dopiero wtedy, kiedy powróciła mi naturalna jak sądzę, zdolność logicznego myślenia ...
Nauczyłem się jeszcze mocniej nie ufać ludziom, co w przyszłości pozwoli mi na uniknięcie tragicznych pomyłek :) Wakacje minęły mi nadspodziewanie dobrze. Jak zwykle spędziłem je w Sopocie z grupą nieheteryków :P Żeby być oryginalnym, pojechałem tam z hetero, zdecydowanie młodszym (o całe 9 lat). I to były najlepsze wakacje, jakie miałem. Nie miał nic przeciwko, żeby spać ze mną w jednym łóżku, chodził z nami do gejowskich knajp, gdzie nie nic przeszkadzało mu się bawić. Jakby popatrzeć, na to jak się ubierał, był bardziej gejem niż ja :) Oczywiście na początku postanowiłem udawać, że ja nie jestem gejem, ostrożnie mu tylko na obwodnicy Trójmiasta powiedziałem gdzie jedziemy, ale pierwsze słowa powitania moich kumpli spaliły mój plan na panwece :)
Nie wiem, co takiego jest w tym mieście, ale zawsze potrafię się tam dobrze bawić :)Z nim było szczególnie fajnie. Nie odstępował mnie na krok, nie był o mnie zazdrosny. nie chodził do ciemnych pokojów. Jak na 20 latka było o czym z nim pogadać :)
Kolejne miesiące, to w zasadzie praca przerywana co weekend przez mojego brata, albo branżowych kumpli.
I znów dochodzę do punktu, gdzie trzeba coś zmienić :)
Życie jest zbyt krótkie, żeby czekać ...Czy wczoraj oczekiwałeś, że będę starał się Ciebie zatrzymać ...? Czy miałem do tego powód? Tak, jak Ty myślałem o tym kilka dni, podczas których próbowałem sobie odpowiedzieć szczerze, jakie są moje uczucia...Czy ja dobrze robię, że nie bronię się, że stawałeś się dla mnie coraz ważniejszy ... Były to dni, kiedy poczułem, jak boli tęsknota... boli dosłownie, fizycznie... kiedy oddałbym wiele, za to, zebyś w tym czasie był obok mnie, żebym mógł Cię dotknąć, posłuchać, żebym czuł Ciebie...Jednocześnie był czas refleksji...chłodna analiza naszego wspólnego bycia przez ostatni czas. Poświęciłem Tobie kilka ostanich miesięcy swojego życia. Ktoś powie, że to mało..., ale dla kogoś, kto daje ten czas, wydaje się on przeraźliwie długi ... Były dni, kiedy czułem się szczęsliwy, były i takie, kiedy świat przestawał mieć znaczenie ... Jakiś czas temu otrzymałem na blogu posta. Receptę.
Kiedy jest miłość? Nie chciałbym w tym miejscu pisać sobie laurki, niektóre rzeczy zrozumiemy tyko my.... ale
Miłość powinna być cierpliwa. Patrząc na te słowa rozumiesz, dlaczego nie potrafię pojąć naszego zachowania się. Dlaczego postanowiłeś odsunąć się ode mnie. Odrzucić moją osobę, kiedy nie chciałem narzucać Ci niczego zobowiązującego. Chiałem być blisko... tak długo jak będzie trzeba ... Nic się nie zmieniło, skoro deklarowałeś, że nie możesz dać mi w tym momencie nic więcej... ale dla mnie o nie było istotne ... potrafiłem czekać ...
Miłość nie zazdrości - wręcz przeciwnie. Chyba nigdy nie dałem powodu do tego uczcuia. Byłeś ze mną w każdym ważnym momencie przez te kilka miesięcy.
Miłość nie unosi się pychą. Chciałem, żebyś wiedział, że to co czuję było szczere. Nie było może wyjątkowe, nie było też rutyną. Czasami było naiwne i śmieszne, wtedy, kiedy budziłem się nocą, gdy byłeś chory..., żeby przypomnieć o lekarstwie :) Wiem, że wiesz, że zawsze mogłeś na mnie liczyć, że nie było godziny, kiedy nie byłem gotów Ci pomóc.
Nie dopuszcza się bezwstydu - i tu się sobie dziwię :) Pamietasz Wrocław :) już wtedy ... czekałem tylko na Ciebie - żaden, nawet super chłopak, nie był w stanie mnie przekonać... Bo nie Twój wygląd decydował ... Tylko TY w środku :)
Nie szuka swego - byłem otwarty jak nigdy dotąd na Ciebie, na Twoje potrzeby, byłem gotów dzielić Twoje troski i smutki...
Nie unosi się gniewem - przy Tobie stałem się łagodny jak baranek ... znajomi mnie nie poznawali :)
Nie pamięta złego - chyba już wiem, ze tylko to co poczułem do Ciebie pozwoliło mi zapomnieć przykrości, których doznałem - zarówno te niezawinione, choć bolesne - jak w tym wielkim mieście, kiedy wyobrażałem sobie, że jedziesz tam dla mnie, jak i te zawinione. Myślę, że było by tak również i w przyszłości. Potrafiłem to znieść, nie jak jakiś cierpiętnik za wielką sprawę, ale jak ktoś, kto kocha i w sposób naturalny nie przywiązuje wagi, do rzeczy nieistotnych. Nawet to, że nadwyrężyłeś moje zaufanie, nie wydawało mi się powodem do powiedzenia sobie żegnaj. Wierzyłem w to głęboko, że nam się powiedzie, że za jakiś czas, będę mógł powiedzieć Ci to co teraz, obiecać, że nie zostwaię Cię, że będę Cię kochał, że będę przy Tobie, a TY dasz mi to samo.
Tak, nie powiedziałem Ci tego nigdy wprost...Nie powiedziałem, że przestałem Cię lubić ...
Czytając mojego bloga, poznając mnie trochę, chyba już się domyślasz, że nie powiedziałem tak nikomu ..., zawsze czegoś, niekiedy drobiazgu, ale jednak brakowało... Byłbyś zatem pierwszy :)
Czy powinienem Ci to powiedzieć? Czy powinenem próbować Cię zatrzymać ? Chyba nie, bo wiedząc to teraz, nie masz na to wpływu i pozwalasz mi się kochać, choć już z oddali. Nie skrzywdzisz mnie. Straciłeś tyko bliską Ci osobę, której bałeś się coś do siebie dać i której czekania na siebie się też bałeś. Pewnie powód jest bardzo prozaiczny. Wolałbym go usłyszeć wczoraj, niż to co powiedziałeś.
Wczoraj stwierdziłem, że pewnie z czasem pożałujemy swoich decyzji. Mówiąc o sobie, miałem na mysli to czego nie powiedziałem i czego nie zrobiłem ...
Tyle miałem pomysłów na przyszłość, o których chciałem powiedzieć, tyle gestów, tyle słów ... świadomość tego, że to odeszło jest dla mnie porażająca.
Tylko gdzieś w głowie tkwią słowa ...miłość Ci wszystko wybaczy.... bo miłość ...mój miły to ja. Ona istnieje, jest prawdziwa, nie dwudniowa, nie udawana.
ja mu bardzo zaufałem, on mi bardzo zaufał... To bardzo wiele, ale jeszcze większa odpowiedzialność... posiadam teraz kapitał wiedzy..
Tyle wtłaczam ludziom, co to kapitał ... może teraz sam sobie pomogę...
Przyszłość musi się jakoś zacząć ...? - mądre zdanie znalazłem na jednym z blogów ...
o mało nie spowodowałem wypadku :) zapatrzyłem się w chłopca ... który stał na poboczu... przepuściłem kilka samochodów :) ale pozostali kierowcy (za mną) nie wykazali takiego zrozumienia. Zero uprzejmości na tej wsi.
Miałem się dziś spotkać z chłopakiem, którego znam już od dwóch miesięcy z GG, ale znów nic nie wyszło :( Trochę się boję tego spotkania (choć to kandydat na kolegę) - czy nadal będziemy mogli ze sobą tyle gadać na żywo, co na GG... ale bez spotkania się nie przekonamy przecież ...
Spotkanie z D także nie zakończyło się dobrze. Nie potrafię do niego dotrzeć. Wiem, że ja po rozstaniu też reagowałem różnie na próby pomocy, ale w końcu sobie dałem pomóc ... Wysyła dziwne sygnały. Sądziłem, że oczekuje ode mnie większego zdecydowania, zaangażowania, ale nie potrafię dać więcej teraz. Skąinąd wie, czego już może oczekiwać, bo wielokrotnie to okazałem. Niby snujemy jakieś tam plany, ale to nie jest to, czego bym teraz oczekiwał. One są bardziej projekcją marzeń i pragnień, niż realnym spojrzeniem na rzeczywistość. Bardzo brak mi teraz bliskości drugiej osoby, nie tyle związku, co przebywania z kimś, kto mnie rozumie. Nieprędko się znów tak zaangażuję jak kiedyś. I to musi rozpoznać osoba, która chciałaby mnie mieć blizej przy sobie. Z drugiej strony nie chcę teraz zostawiać człowieka samego, tym bardziej, że sytuacja w której się znalazł, jest też w jakimś stopniu przez mnie zawiniona. Cóż, czas przyniesie rozwiązanie, ale nie jestem juz taki pełen optymizmu. Mam wrażenie, że obaj potrzebujemy odpoczynku, może od siebie, może tylko we dwójkę, a od innych ludzi, po to by się odnaleść, a zwłaszcza swoje pragnienia. Moze wspólny wyjazd we dwóch tylko nie jest takim głupim pomysłem?
Na początek muszę odszukać chyba sam siebie :)
Od tygodnia nie mam kablówki (skończyła się umowa) i nie wiem czy fakt ten nie jest wynikiem marazmu, w którym znajduję się do lutego, czy po prostu tak mi dobrze :)
falowania :) tak mogę podsumować to, co się stało w ostatnim czasie u mnie, ze mną z tym głupim życiem ... Raz dobrze, potem znó dół i tak aż dotrę do epwenj granicy, gdzie śwait rzeczywisty przestanie mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie... A chyba tego nie chcę ...
Zawsze wiedziałem czego chcę, teraz już nie, zawsze starałem osiągnąć, to czego chcę - teraz już mi się nie chce...
Nie potrafię sprecyzować swoich uczuć, najgorsze, że nie tyko ja... czasami czuję się wykorzystaną rzeczą, którą można odłożyć w kąt po użyciu ...
Nie wiem czy warto dalej iść obraną drogą, czy dać sobie spokój... Jeśli, ci na których mi zależy, nie dostrzegają nic, tylko siebie ... nie pozwalają sobie pomóc... to taka walka jest chyba całkiem bez sensu???Ile można prób wykonać, żeby się poddać???
Minął ten miesiąc, o którym sobie powiedzieliśmy ... i stoimy w miejscu... a ja nawet mam poczucie, że się staczamy ...
Jedno miłę wydarzenie w tym czasie :) Dowiedziałem się , ż ebyłem dla kogoś niedoścignionym wzorem :) dowiedziałem siuę tego po 5 latach, ale jednak bardzo miło takie coś usłyszeć. Nie jestem zatem taki do końca zryty...
Design by Zagubiony
to już było
2007
październik
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
sierpień
czerwiec
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
linki:
Czytane często
Thornby odnależiony!
sommer poznaję
homolove dlaczego tak późno tu trafiłem?
Przemek To imię też bardzo lubię :)
Damian Lubię to imię :)
Bjorn Blog niesamowita grafika i tekst
sex or soul krótko, ale treściwie
showboat zaczynam :)
Dzieci optymistycznie :)
Seba pokrewna dusza
b/arka z bliskiego od jakiegoś czasu miasta :)
Maddyk z Madonną w tle w długim zawieszeniu ...
gejas sentymentalny dla mnie
Amelia ... naturalnie
stereo-typ i tak zawsze będzie pierwszy ...
Mr. Ge. jest co czytać
Onanista od niego zacząłem
***